Od redakcji

Zbigniew Benedyktowicz

Świadectwo fotografii pomiędzy i poza nauką i sztuką

        Oddajemy do rąk Czytelników specjalny, poczwórny numer kwartalnika "Konteksty", który jest katalogiem do wystawy Malinowski - Witkacy. Fotografia: pomiędzy nauką i sztuką. Projekt wystawy, który powstawał w kręgu naszej redakcji, sama wystawa, jak i ten towarzyszący jej specjalny numer - katalog są zwieńczeniem wątków pojawiających się na naszych łamach co najmniej od trzech lat.

        Pierwszy z nich to sprawa Dzienników Bronisława Malinowskiego. Dzięki nawiązanej współpracy z Panią Heleną Wayne - córką Bronisława, oraz z Archiwum London School of Economics rozpoczęliśmy od 1997 roku (porównaj nr 1-2/1997 i wszystkie kolejne zeszyty "Kontekstów") drukowanie niepublikowanych dotąd Dzienników Bronisława Malinowskiego, znanych tylko częściowo z okrojonego wydania jakie ukazało się w wersji angielskiej w 1967 roku ( A Diary in the Strict Sense of the Term, New York 1967). Zamiarem naszym było wspomożenie trwających od wielu lat prac nad pełną polską edycją Dzieł Bronisława Malinowskiego, pomoc w przygotowaniu pełnej wersji Dziennika poprzez sukcesywne publikowanie w "Kontekstach" kolejnych jego fragmentów transkrybowanych z wersji oryginalnych rękopisów.

        Drugi wątek to zagadnienia związane z tzw. antropologią wizualną. Problematyce fotografii, filmu, ich sposobom wykorzystania w antropologii, jak i też antropologicznym wymiarom filmu i fotografii, ich związkom z etnografią poświęcaliśmy od dawna szczególną uwagę (por. m.in. "Konteksty" nr 3-4/1992; nr 3-4/1997).

        Trzecim wreszcie wątkiem jest tu podnoszona i dyskutowana od pewnego czasu w kręgu antropologów, w dość gorący i intensywny sposób sprawa statusu samej etnografii, o której coraz częściej powiada się, że jest "hybrydyczną działalnością" (James Clifford), hybrydą nauki i sztuki, tworem wyrosłym i znajdującym się pomiędzy nauką i literaturą, nauką i sztuką. Pogląd znajdujący swe skrajne wyrażenie w opinii, że etnografia nie jest ani nauką ani sztuką. Znajduje się zawsze "pomiędzy".

        Wszystkie te trzy wątki zbiegają się i splatają już w samym tytule naszej wystawy - Bronisław Malinowski (jego fotografie z etnograficznych badań terenowych na Wyspach Trobrianda) - Fotografia - "pomiędzy nauką i sztuką" (Etnografia). Dochodzi tu jeszcze jeden nie poruszany dotąd przez nas głębiej wątek: postać artysty Stanisława Ignacego Witkiewicza oraz - kwestia jego, oryginalnego sposobu wykorzystania, uprawiania fotografii, jako wyraźnego eksperymentu będącego istotną częścią rozwijanej przezeń różnorodnej twórczości. Wątek jego fascynacji fotografią. Kwestia roli i znaczenia fotografii w jego doświadczeniu sztuki. Kwestia fotografii ciążącej ku drugiemu biegunowi. - Fotografii jako sztuki.

        Tak się złożyło, że zagadnienia te, jak i fotograficzna twórczość obu bohaterów naszej wystawy, ich młodzieńcza przyjaźń, wspólna podróż odbyta do Australii, podjęta z zamiarem by Witkiewicz był fotografem i rysownikiem podczas badań terenowych prowadzonych przez Malinowskiego, nagły dramatyczny zwrot i zerwanie przyjaźni, rozstanie przypadające na wieść o wybuchu i na doświadczenie I wojny światowej, wreszcie przyjaźni tej waga i znaczenie, znaczenie wspólnie odbytej "podróży do tropików" dla twórczości obu -Malinowskiego i Witkacego - mają swoją bogatą literaturę, omawiane i oświetlane były i są po wielokroć odrębnie: osobno w literaturze i środowisku antropologów, osobno przez historyków, krytyków literatury i sztuki - "Witkacologów".

        Fotografie Witkacego doczekały się wielu fachowych albumowych wydań i prezentowane były na fotograficznych wystawach w wielu galeriach świata. Podobnie rzecz się ma w przypadku "etnograficznych" fotografii Malinowskiego, które funkcjonują w jego klasycznych dla antropologii dziełach naukowych. Czy jak za sprawą niestrudzonego badacza jego biografii i twórczości - prof. Michaela Younga - w ostatnio wydanym przezeń albumie (Malinowski's Kiriwina. Fieldwork Photography 1915-1918) złożonym z niepublikowanych dotąd zdjęć Malinowskiego, pochodzących z Archiwum London School of Economics - funkcjonują one zazwyczaj i prezentowane są odrębnie. Osobno fotografie Witkacego. Osobno fotografie Malinowskiego. (Fotografie Witkacego to sztuka.) (Fotografie Malinowskiego to nauka.)
        Ideą zarówno naszej wystawy jak i tego nietypowego katalogu - który jest raczej książką złożoną z tekstów antropologicznych (znanych przeważnie tylko antropologom) i "witkacologicznych" (znanych przeważnie witkacologom, historykom i krytykom sztuki) - było doprowadzić do spotkania ich razem. W jednym tomie. Na wspólnej wystawie.

        Zrazu wydawać by się to mogło uzurpacją, gdyby nie nadzieja że dzięki takiemu spotkaniu nasze spojrzenie na fotografię, naukę, sztukę może ulec znacznemu odświeżeniu. A wtedy i obszar tego co "pomiędzy" ukazać się mógłby jako rzeczywistość bardziej złożona, skomplikowana, problematyczna i głębsza, nie tak prosta, jak ta do której zdołaliśmy przywyknąć: podzielona na naukę i sztukę.

        Zamierzeniem naszym było także spotkać i ukazać te dwie wybitne sylwetki: naukowca i artysty, tych dwu wielkich mieszkańców Galicji - uczonego, założyciela i klasyka światowej antropologii kulturowej oraz artysty malarza, pisarza, dramaturga, filozofa. Dwie wybitne postacie związane z Zakopanem i Krakowem, które odcisnęły swe piętno w światowej nauce i sztuce XX wieku.

        Zrealizowanie tego zamiaru nie byłoby możliwe bez pomocy okazanej nam z wielu stron. Dlatego niech mi wolno będzie podziękować (czynimy to także na osobnym miejscu) członkom Komitetu Honorowego, którzy objęli patronat nad tym przedsięwzięciem, wszystkim instytucjom i osobom, które wspierały nas i przyczyniły się do zrealizowania tego projektu. Niech mi będzie wolno także w szczególny sposób podziękować dwóm kobietom, bez których pomocy, wiedzy i zaangażowania wystawa ta nie osiągnęłaby takiego kształtu i wymiaru w jakim możemy ją zaprezentować. - Pani Zofii Gołubiew, Dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, i Pani Helenie Wayne (Malinowskiej). Bo czyż bez otwartości dla naszego projektu okazanego ze strony Pani Zofii Gołubiew, rozwijania go, bez Jej autorytetu, autorytetu kierowanej przez nią placówki, kompetencji zespołu pracowników Muzeum Narodowego w Krakowie, z którymi mieliśmy przyjemność współpracować - moglibyśmy w najśmielszych marzeniach myśleć o tym, że uda się nam zgromadzić na tej wystawie, chyba po raz pierwszy, a z pewnośćią po raz pierwszy w sąsiedztwie fotografii Malinowskiego prawie wszystkie pejzaże egzotyczne, pejzaże australijskie Witkacego jakie znajdują się w zbiorach innych muzeów i zbiorach prywatnych w Polsce.

        Pani Helenie Wayne (Malinowskiej) szczególnie zaś chciałbym podziękować za udostępnienie fotografii i dokumentów pochodzących z jej zbiorów rodzinnych - fotografii "biograficznych", prywatnych, wzbogacających naszą wystawę o jeszcze jeden wymiar.

        Obecność fotografii biograficznej, rodzinnej wprowadza tu jeszcze jeden nowy wątek. - Można bowiem patrzeć na tę wystawę w utartych dychotomiach i opozycjach: fotografia w służbie nauki i w służbe sztuki (Malinowski - dokumentacja etnograficznych badań naukowych) (Witkacy - eksperymenty, studia nad formą, portrety osób, fotografia jako szkicownik do twórczości plastycznej), analizować, podkreślać różnice: "plany dalekie" - "plany bliskie", przeciwstawienia: Europa - "Azja", Tropiki; Twarze Europejczyków - Twarze "Dzikich", fotografia w ujęciu naukowca i artysty, nauka - sztuka. Można jednak patrzeć i inaczej.

        Obecność wątku biograficznego, fotografii prywatnej niesie przecież w sobie tę samą moc, o której w odniesieniu do fotografii w doświadczeniu antropologii pisał James Clifford: "jesteście tam, bo ja (fotograf, ani naukowiec, ani artysta) tam byłem"

        Z nie mniejszym wzruszeniem właśnie tak jak patrzy się na zdjęcia "rodzinne", biograficzne można spojrzeć teraz na wszystkie fotografie zgromadzone na tej wystawie.

        - Być tam - w tym fotograficznym "pomiędzy", ale i może "poza" nauką i sztuką: oglądać twarze mężczyzn, kobiet, dzieci z Trobriandów, Australii, Anglii, Tyrolu, Zakopanego, Krakowa... Twarze Bronia, Stasia, Elsie, Marnie... - Być tam - to znaczy widzieć i odkrywać antropologiczny sens i wymiar świadectwa fotografii, antropologiczny wymiar kondycji ludzkiej: Istnienia poszczególne. Jedność w różnorodności.